Nie do opisania jest uczucie ekscytacji i wdzięczności, które mnie ogarnia kiedy zupełnie niespodziewanie przypływają do mnie informacje i odpowiedzi na tematy, które właśnie kontempluję. Dzieje się to w tak magiczny i niesamowity sposób, że bardzo często wywołuje to u mnie nieokiełznaną radość i śmiech. Tak było również w tym przypadku.

Któregoś wieczoru siedziałam razem z rodziną w salonie. Synek razem z mężem oglądał właśnie jakiś film animowany dla dzieci, a ja siedziałam i czytałam książkę. Przygodowa powieść przepełniona podstawowymi informacjami o rozwoju duchowości. Akurat był w niej poruszony wątek pobierania energii z różnych źródeł.

Wyjaśniała ona, że ludzie często cierpią na brak energii. Najłatwiejszym sposobem zyskiwania jej okazała się kradzież energii innym ludziom. Książka wyjaśniała, że zazwyczaj odbywało się to poprzez chęć dominacji i władzę nad innymi. Mogło to się dziać nawet w trakcie zwykłej rozmowy.

Nie wiem dlaczego tak jest. Może to przez łatwość interakcji z innymi? Codziennie przecież spotykamy różnych ludzi na swojej drodze. W pracy, w szkole, na zakupach… Interakcje są więc na wyciągnięcie ręki. Może to właśnie determinuje ten proceder.

Tak więc bohater uczył się pobierać energię właśnie z innych źródeł. Z pokarmu, z drzew i roślin otaczających go. Raz przypadkowo udało mu się doznać mistycznego przeżycia, w którym udało mu połączyć się z kosmosem. Stan ten trwał bardzo krótko ze względu na swoją delikatność i niestabilność. Czuł on się wtedy jednością z Wszechświatem i spłynęła na niego wiedza wcześniej mu niedostępna. Wyjaśniono mu wtedy, że czerpał on energię właśnie z Wszechświata.

Tak więc siedziałam z rodziną, zafascynowana tonąc w lekturze książki, kiedy w pewnym momencie w bajce, którą oglądała moja rodzina, miała miejsce jedna z tych „wyciskających łzy” scen. Szybko odwróciłam wzrok ponieważ nie lubię przeżywać tego typu doświadczeń przy innych – czyt. nie lubię okazywać łzawych emocji na filmach, kiedy oglądam je z innymi. Nie wiem dlaczego. Po prostu krępuje mnie to. Myślę, że to blokada typu: „Co też ludzie o mnie pomyślą”. Wiem, że jest to coś co muszę w sobie przerobić, ale akurat w tamtym momencie nie miałam na to najmniejszej ochoty.

W pewnym momencie mój mąż zagaił do mnie:
– Ale energia… Powinnaś też trochę jej zaczerpnąć.
– Gdzie? – zapytałam zaciekawiona, spoglądając znad książki.
– No w tej scenie, w bajce.
– Co? Nie rozumiem. O czym ty mówisz. Jaka energia? Wyjaśnij mi.
Zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział spokojnie.
– Ludzie, którzy oglądali tą bajkę, w tym konkretnie momencie oddali jej energię. Można ją teraz pobrać jeżeli się umie.
Zaśmiałam się, na co mój mąż zareagował pytającym uniesieniem brwi. Żeby go nie urazić szybko wyjaśniłam:
– Zaśmiałam się, bo o tym samym czytam właśnie w książce. O innych źródłach energii. Tyle, że tam raczej piszą o pobieraniu energii z natury, a nie z rzeczy, które stworzył człowiek. Jednak było wspomniane o pobieraniu energii z kontemplacji piękna. Czy to możliwe więc, że możemy pobierać ją z rzeczy stworzonych przez ludzi?
– Tak, ponieważ tak jak powiedziałem, ludzie oglądając tą bajkę byli na niej skupieni, a w tym momencie, kiedy wzruszyła ich ta scena – okazali swoje emocje i świadomie, bądź nie, oddali tej bajce część swojej energii.
– Ale ja nie lubię oglądać takich scen. Przytłaczają mnie. Mimo, że scena jest bardzo pozytywna. Wzruszam się za bardzo. To nie przyjemne.
– Akurat takie uczucie u ciebie wywołuje. U innych będą inne. Ogólnie czujesz się „dziwnie”, ponieważ podchodzisz do tego właśnie emocjonalnie. – wyjaśnił spokojnie – W ten sposób oddajesz właśnie swoją energię. Jeżeli podejdziesz do tego w sposób energetyczny – możesz ją wtedy pobrać.
– Czy to jest też „sekret” tych wszystkich klasyków? No wiesz… filmów, muzyki, dzieł sztuki? Że wiesz są na przykład bardziej lubiane?
– Tak, ponieważ są nasycone dużą ilością energii. Ludzi do nich ciągnie. Ta energia ciągle tam wisi i można z niej zawsze czerpać. Większość ludzi robi to nieświadomie.
– No, a jak ja mam pobierać tą energię? Bo teraz nie wiem jak.
– I oto jest pytanie… Nie ma konkretnego sposobu. Wiesz krok a) – zrób to, krok b) – zrób tamto… Ciężko to wytłumaczyć, ale tak jakby trzeba tego dotknąć po raz pierwszy, potem jak już tego doświadczysz – pójdzie łatwiej.
Zafascynowana opowiedziałam mężowi o scenie z książki, w której bohater doświadczył właśnie „przypadkowego” połączenia się z Wszechświatem, a potem próbował to powtórzyć ale mu nie szło. Wtedy mnich wyjaśnił mu, że tego trzeba chociaż raz doświadczyć, a potem już będzie łatwiej to wyćwiczyć. Ponieważ dzięki niewyjaśnionej sile dostąpił on łaski doświadczenia tego niezwykłego stanu, to tylko kwestia czasu, kiedy będzie mógł nauczyć się dochodzić do tego samemu.
– Właśnie tak jest. – odpowiedział mąż – Bardzo dobrze opisane.
– No to rozumiem, że wszystko przyjdzie w odpowiedniej chwili. To co ja mam teraz robić? Uważać by nie oddawać energii niepotrzebnie?
– Dlaczego uważasz, że niepotrzebnie? A dlaczego miałabyś blokować swobodny przepływ energii? Przecież wtedy sama się blokujesz.
– No w sumie to głupie. Przecież kiedy oddaje energię to ona do mnie i tak wróci. – poprawiłam się szybko. – Czyli podsumowując wszystko. Kiedy poświęcamy naszą uwagę i podchodzimy emocjonalnie do jakiegoś dzieła – to nasycamy je wtedy energią. Ta energia ciągle w nim „wisi”. A kiedy zaczniemy podchodzić do dzieła energetycznie, kontemplując jego piękno – to wtedy pobieramy z niego energię. Nasycamy się nim. Żeby to zrobić trzeba dotknąć tego doświadczenia, co najprawdopodobniej będzie miało miejsce w odpowiednim momencie naszego rozwoju. Póki co podziwiajmy i dajmy swobodnie płynąć energii w naszym życiu.
– Tak. Cierpliwość to podstawa. – skwitował.
– Taaa… – odpowiedziałam z grymasem, ponieważ mimo iż nad tym pracuję, to to słowo ciągle mnie denerwuje – Wiesz uwielbiam te twoje przebłyski głębokiej wiedzy. Mogłyby być częściej… – dodałam z przekąsem.
– Są wtedy kiedy mają być. – odparł z uśmiechem.

Chcesz więcej ciekawych artykułów? Polub nasz fanpage na Facebooku!

Comments